W zeszłym tygodniu świat obiegła informacja, że KTM (a co za tym idzie, także Husqvarna) nie będą oferować 125-tek enduro.

Może gdyby KTM swoje 125-ki lakierował w tęczowe kolory to unijni biurokracie łaskawszym okiem spoglądaliby w stronę gamy EXC. Niestety, wchodzące wraz z początkiem 2017 roku nowe normy emisji spalin dot. motocykli (Euro4) ostatecznie zabiją małe dwutakty. To proste: zbudowanie „setki” spełniającej Euro4 jest drogie i nieopłacalne.

Co więcej, KTM swoje nowe endurówki pokaże już na przełomie maja i czerwca (MY2017), a dostępne będą w drugiej połowie roku – to standardowy cykl wydawniczy austriackiej marki. Dlatego ostatnią szansą na zakup homologowanej endurówki o pojemności 125 jest wyskoczenie do samochodu i pojechanie do najbliższego salonu z torbą pełną gotówki.

Nowa gama EXC zaczynała będzie się najprawdopodobniej od dwusuwowej „ćwiartki”, która – jak wskazują wszystkie znaki na niebie – zostanie wyposażona we wtrysk paliwa. Oczywiście, tyczy się to także bliźniaczych modeli TE Husqvarny.

Co stanie się z EXC125 (TE125)? Będą nadal oferowane, ale jako motocykl niehomologowane. Z lampami, ale bez miejsca na tablicę rejestracyjną. Niestety, taki motocykl eliminuje możliwość startu w poważnym rajdzie enduro, a nie da się ukryć, że pojemność 125 od lat jest wybierana przez młodych rajdowców jako dobry początek w mistrzowskich klasach. To zawodnicy ucierpią najbardziej: zwłaszcza w europejskich krajach południowych, Włoszech, Hiszpanii, także po części we Francji. To tam KTM do tej pory posiadał największy rynek na „setki”.

Przeciętny klient, któremu nie zależy na homologacji, ale nadal chce mieć 125 w specyfikacji enduro, może potraktować tą wiadomość jako dobrą. Teoretycznie taki motocykl powinien być tańszy od homologowanych braci, niewiele droższy od crossowego SX-a 125. Pytanie tylko, czy taka będzie polityka KTM? Obawiam się, że może być inaczej…

Foto: KTM
Źródło: A&R